DoomHammer

…I nic co ludzkie nie jest mi obce

dnia 13 maja 2008, o godzinie 21:10:17 / 3 komentarze do wpisu …I nic co ludzkie nie jest mi obce

Google Translate od niedawna wspiera także język polski. Co to oznacza dla użytkowników wyszukiwarki? Wiele obcojęzycznych stron staje się nagle zrozumiała (testowałem na językach angielskim, niemieckim i hiszpańskim).

Odpowiedni bookmarklet powala nam przetłumaczyć wybraną stronę "na nasze".

dnia 05 maja 2008, o godzinie 16:53:35 / Dodaj komentarz do wpisu

Bądź jak meteor, jak błyskańce,
które pociska Zeus i Bóg,
bądź jak te gwiazdy — opętańce,
co same swoich szukają dróg.

Zorze za tobą idą, Zorze,
Zorzaną płynie krasa w róż.
Chaosu lotem zmierz przestworze
i pal, i depc, i siecz, i płuż.

Nie wiem, jak Wy, ale ja nie mogę się już doczekać nowych wydawnictw Made in Poland. Zarówno tego zapowiedzianego na 29 II 2008, jak i obecnie nagrywanego.

Dowcip IT

dnia 05 maja 2008, o godzinie 12:40:55 / 9 komentarzy do wpisu Dowcip IT

Żadna nowość i kolejny wariant "dowcipu studenckiego". Przemkowi dziękuję za podrzucenie.

  1. Główny informatyk.
    Jest trwale zrośnięty ze swoim komputerem, pisze szybciej, niż komputer może przetworzyć, myśli w asemblerze, wytrzymuje porażenia 380V i zna na pamięć wszystkie układy scalone.
  2. Zaawansowany programista.
    Siedzi 20 godzin dziennie przed komputerem, wpisuje 10 słów na sekundę, zna Pascal, BASIC, Assembler, Fortran, Logo, APL, Algol, Prolog, wytrzymuje 220V i zna wszystkie książki.
  3. Inżynier informatyk.
    Używa komputera 16 godzin na dobę, wpisuje 10 znaków na sekundę, zna doskonale Pascal, BASIC, C i Assembler, może na krótko chwycić gorącą lutownicę i ma wszystkie książki.
  4. Informatyk.
    Spędza cały czas pracy i wszystkie przerwy przed komputerem, wpisuje 5 znaków na sekundę, zna doskonale Pascal i BASIC, drutuje bezpieczniki i wie, gdzie w bibliotece są właściwe książki.
  5. Programista.
    Spędza tylko czas pracy przed komputerem, pisze jak sekretarka, z pomocą podręcznika umie programować w asemblerze, potrafi wymienić bezpieczniki i wie, gdzie może kupić książki.
  6. Student informatyki.
    Traktuje komputer jako hobby, wpisuje 10 słów na minutę, potrafi z pomocą podręcznika napisać krótkie programy w Pascalu, umie wymienić baterie w kalkulatorze i wie, że są książki.
  7. User.
    Siedzi przed komputerem od czasu do czasu, wpisuje jedno słowo na minutę, potrafi przepisać krótkie programy w BASICu, poraża go bateryjka 9V i nie interesują go żadne książki, bo i tak ich nie rozumie.
  8. Hacker.
    Stanowi z komputerem jedność, nie używa klawiatury, bo przekazuje swoje myśli bezpośrednio do komputera, w razie potrzeby sam pisze szybko język programowania, sam wytwarza potrzebne 220V i napisał wszystkie lepsze książki.

Kolekcja

dnia 04 maja 2008, o godzinie 14:26:26 / Dodaj komentarz do wpisu Kolekcja

Music Collection, projekt MusicBrainz w tegorocznym GSoC jest czymś, na co czekałem od dawna. W pewnym momencie zacząłem nawet sam pisać coś podobnego, jednak brak czasu i chęci skutecznie zabił moje rozwiązanie.

Osobiście używam mechanizmu subskrypcji, by być na bierząco z nowymi wydawnictwami interesujących mnie zespołów. Mechanizm ten ma jednak pewne minusy – głównym jest duża ilość szumu informacyjnego, który w ten sposób dostajemy. Nie każdego w końcu interesuje do jakiego utworu dodano ostatnio PUID albo czy długość ścieżki zmieniła się o jedną sekundę.

To jedna strona medalu. Druga tkwi w określeniu making it easy to see which of their releases you are missing in your collection. Jestem właścicielem średniej wielkości kolekcji muzycznej i sam często mam problemy z określeniem, czy dane wydawnictwo znajduje się już w niej, czy też nie. Zdarzają się więc sytuacje, gdy kupuję w sklepie płytę, wracam do domu i zauważam, że miejsce przeznaczone na nowy nabytek jest już zajęte (nie zdarza się to na szczęście często).

Trzymam więc kciuki za powodzenie Niklasa Berglunda – zarządzanie kolekcją połączone z MusicBrainz to coś, czego mi potrzeba!

Pracowity weekend

dnia 06 marca 2008, o godzinie 21:43:45 / 2 komentarze do wpisu Pracowity weekend

I kolejny wesoły weekend minął. Minął prawdę powiedziawszy już kilka dni temu, jednak wciąż miewam problemy ze znalezieniem czasu lub motywacji do pisania. Ten był niemal równie pracowity jak poprzedni.

Zaczęło się w piątek imprezą firmową – pożegnanie kolegi w restauracji El Paso. Lokal ten jest jednym z dwóch, w tej chwili, rywalizujących o tytuł następcy Tequili. Najpierw bardzo smaczna zupka, a następnie zabawa.

Sobota – koncert George Dorn ScreamsŚcianki. Oba zespoły słyszałem po raz pierwszy i oba zrobiły na mnie duże wrażenie. Większe chyba Ścianka, gdyż grali bardzo odważnie i eksperymentalnie.

Ta impreza była również moim pierwszym doświadczeniem z koncertami w Klubie Żak. Wrażenia mam mieszane. Z jednej strony wielki plus za zakaz palenia na sali. Przy odrobinie szczęścia można zaliczyć koncert i nie wrócić śmierdzącym do domu. Swoją drogą: Świetlicki to tam chyba nie grywa. Z drugiej jednak strony zakaz wnoszenia napojów jest nieco problematyczny, bo nie każdy ma ochotę spędzić kilka godzin o suchym gardle.

Niedziela to również Klub Żak – tym razem koncert rodziny Waglewskich. Już dzień wcześniej widzieliśmy plakaty informujące, że bilety na tenże koncert są już wyprzedane. W związku z tym pojawiło się naprawdę sporo osób i baliśmy się, że znalezienie dobrego miejsca może być problematyczne.

Podejście ewolucyjne okazało się pomocne. Aby je zastosować wyszukujemy dostatecznie dobre miejsce, by widzieć cokolwiek, a następnie wykonujemy powolne ruchy w kierunku miejsc o lepszej widoczności. Tym sposobem można uzyskać idealny widok już w połowie koncertu.

Materiału zespół miał zdecydowanie mniej, niż podczas występu MMWW. Głównie ze względu na różnorodność gatunkową muzyków, jak mniemam. Niemniej w ramach bisów pojawiło się "Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic" " zgodnie z tradycją śpiewane w dużej mierze przez publiczność.

Teza postawiona natomiast przez Piotra Koniecznego wydaje się prawdziwa. Telefonów komórkowych w powietrzu ciągle było mnóstwo.

Amerykańscy bogowie

dnia 29 lutego 2008, o godzinie 04:53:56 / 5 komentarzy do wpisu Amerykańscy bogowie

Przez najbliższy miesiąc książka Amerykańscy bogowie Neila Gaimana dostępna jest za darmo do czytania w Sieci. Jej udostępnienie stanowi swoisty prezent związany z rocznicą istnienia Dziennika Neila.

Wszystkim lubiącym ciekawą lekturę gorąco polecam spróbowanie!

Hatestory

dnia 28 lutego 2008, o godzinie 19:48:15 / Dodaj komentarz do wpisu Hatestory

O co się pyta, zawsze dzięki
Za wszystkie męki dzięki, dzięki
Za chorobliwe lęki dzięki i za muzyki dźwięki dzięki
Za wszystkie męki dzięki, dzięki,
Dzięki za miękki top do ręki!

Ostatni weekend ponownie spędzony w Warszawie. Podstawowe dwa punkty imprezy to piątkowy koncert i trzydniowe spotkanie ze znajomymi.

Piątek

Hatestory jest zespołem złożonym z byłych muzyków grup EVAMiguel and the Living Dead. Stylistycznie bliżej im jednak do tego pierwszego, z różnicą będącą żywą perkusją. Zagrali świetnie. Tego się zresztą spodziewałem. Gościnny wokal Moni również się do tego przyczynił.

Nie ma co ukrywać – jest ona ostatnio moją ulubioną wokalistką, więc sam fakt jej obecności wystarczył, by wprawić mnie w zachwyt. W repertuarze prócz nowych kawałków znalazły się również covery takich grup, jak Dezerter, One Million Bulgarians (rewelacyjnie wykonany utwór "Czerwone Krzaki"), czy też właśnie EVA. Przy piwku poprzedzającym koncert poznałem natomiast nową frazę imprezową, jaką była "Sztuczna Ruda Kita".

Zaraz po nich wystąpili francuscy post-punkowcy (czy jakkolwiek ich muzyka jest klasyfikowana) z Joy Disaster. Tu również pozytywne wrażenia. Jak dla mnie było to energiczne punkowe granie i darcie mordy. Dałem się ponieść emocjom na tyle, że zapomniałem pozbyć się telefonu z kieszeni obcisłych spodni. W ten sposób gdzieś w trakcie moshowania pozbyłem się wyświetlacza.

Imprezę zakończył romantyczny spacer z klubu do miejsca zrzutu, a następnie do pobliskiego sklepu nocnego.

Sobota

Przyzwyczajony do wstawania około 5 byłem dość problematyczny dla reszty towarzystwa, która o zbliżonej godzinie zwykła kończyć oglądanie seriali i kłaść się spać. Do czasu przebudzenia ogółu miotałem się więc między pokojem, a kuchnią oraz między kuchnią, a sklepem.

Zaraz potem wybraliśmy się na film. Świetna gra aktorska, ciekawa praca kamer oraz, rzecz jasna, wspaniały klimat tworzony przez pana Burtona. Mało kto potrafi tak manipulować Goth aesthetics w kreowaniu obrazu. Stroje plażowe na ten przykład…

W międzyczasie wypadało skonsumować jakiś obiad. Padło na pobliską fabrykę placków, gdzie serwowano ciekawy sos. Większość składu była tajemnicą, dowiedziałem się natomiast, że na smak wpływa głównie zawartość Habanero oraz Piri piri. Nie był to najostrzejszy sos, gdyż tamten ponoć zawiera dodawaną po prostu kapsaicynę.

Wieczór spędziliśmy w Paradoksie popijając piwko i grając w Saloon.

Niedziela

Tu już tylko pożegnania i powrót do domu. Szkoda – było świetnie. W tym miejscu po raz kolejny z rzędu chciałbym podziękować wszystkim tym, dzięki którym mogłem tak dobrze się bawić i zapomnieć w zupełności o świeżo zakończonej sesji. Kinia, Ana, Moni, Clay, Leslie, Khorne, Slavik: dzięki, dzięki!

Spanish evening

dnia 13 lutego 2008, o godzinie 21:35:46 / Dodaj komentarz do wpisu Spanish evening

Carry me caravan take me away
Take me to portugal, take me to spain
Andalusia with fields full of grain
I have to see you again and again
Take me, spanish caravan
Yes, I know you can

W zeszłą sobotę zorganizowałem mały wieczorek hiszpański. Założenie było proste: pijemy wino i kosztujemy Tapas. Co prawda wina ostatecznie wyszło trochę za mało, lecz jedzenia było pod dostatkiem (resztki dojadałem jeszcze na drugi dzień).

Udało nam się przyrządzić: solone migdały (które praktycznie były migdałami z papryką lub migdałami z kminkiem), skwierczące krewetki z chili, chorizo w czerwonym winie, pampuchy serowe z salsą pomidorową, faszerowane pimientos oraz tostadas (gościnnie kuchnia meksykańska).

Sądząc po reakcji gości przedsięwzięcie się całkiem nieźle udało i jeśli pójdzie dobrze ma szansę przerodzić się w cykl imprez. Na horyzoncie kuchnie świata: Tex-Mex, tajska, włoskaszwajcarska.

Są chętni na podróż dookoła świata?

Nocturama

dnia 12 lutego 2008, o godzinie 21:18:00 / Dodaj komentarz do wpisu Nocturama

Dobra muzyka i dobra lektura.

Papryka Chipotle w zalewie, Gorgonzola i alhambryjskie piwo.

Przyjemny wieczór.

Rządy umysłu

dnia 11 lutego 2008, o godzinie 00:52:13 / 4 komentarze do wpisu Rządy umysłu

I'll wait for you tonight
I know you will be there
You're blinded by Lust
I rule and I control

Jakiś czas temu pisałem o systemach kontroli wersji. Tak się składa, że podczas trwania ostatniego semestru dokonałem wyboru. Jest nim Bazaar.

Jest to jeden z nowoczesnych rozproszonych systemów kontroli wersji. Jego zalety to łatwość obsługi, rozszerzalność przy pomocy wtyczek, oraz dość powszechne użycie. Działa również natywnie na niektórych platformach nieuniksowych.

W chwili obecnej głównie korzystam z bzr w duecie z  repozytorium Subversion. Żadnych problemów z obsługą do tej pory nie miałem, a praca wygodniejsza, niż przy użyciu oryginalnego klienta. Lekkie commity są genialnym wynalazkiem!

Wszystkim, którzy do tej pory się wahali — gorąco polecam Bazaar NG!


Powered by Jogger. Copyright (c) 2002-2003 Justin Mecham oraz JabberPL Group.
Wszystkie prawa zastrzeżone. Legalność; Informacje